niedziela, 25 sierpnia 2013

Kilka slow o mojej cerze i obecnej pielegnacji

Dzisiaj tak jakby kontynuacja poprzedniego postu. Przedstawię tu krótko moje zmagania z cera i obecną pielęgnację, zgodną z zalecaniami dermatologa.

Długo męczyłam się(właściwie całe gimnazjum) z metodami sprawdzonymi przez rodzinę. Głównie polegało to na chodzeniu na oczyszczanie do kosmetyczki i ślepe jej zaufanie. A jak takie oczyszczanie wygląda? Cóż, peeling, czasem mikrodermabrazja, wyciskanie, maseczka, lampy. A w domu - maść cynkowa. Coś jeszcze? Nie, maść cynkowa. I ewentualnie tormentiol. Dobre zawsze. Na wszystko. Od zawsze.

Co zabawne, jednym z moich najwcześniejszych wspomnień jest wujek chodzący każdego wieczoru z białymi kropkami na twarzy. I ja też przez lata tak chodziłam, wierząc, że maść cynkowa dobra na wszystko.

W liceum moja cera trochę się uspokoiła za sprawą środków hormonalnych, jednak po ich odstawieniu wszystko wróciło - w tym roku od lutego męczyłam się z niewiarygodnie wręcz okropna i brzydką cerą. I naprawdę próbowałam wielu sposobów.

Zaczęło się od "naturalnych" metod - najpierw było przemywanie twarzy mlekiem(na początku nawet skuteczne, przez kilka dni), mydło Aleppo, maseczki z glinką zieloną i ghassoul, hydrolat oczarowy i peeling. Niestety, po prawie trzech miesiącach nie było widać żadnych efektów poprawy, wręcz odwrotnie. Wtedy zdecydowałam się zakupić na własną rękę Effaclar Duo. Zanim to zrobiłam, przeczytałam wiele wątków na forach i wiele wpisów na blogach. Zamówiłam, przyszło.
Wykończyłam tubkę, która nic nie dała, niestety. Żadnej poprawy.
W tamtym czasie nawet wizyta u kosmetyczki i oczyszczanie dały rezultat na kilka dni, potem problem wrócił. Czyli właściwie, czego bym nie zrobiła - efektów nie było.

Z tamtego okresu nie mam(chyba na szczęście) zdjęć; te, które wam pokażę są z kwietnia, kiedy jeszcze głównym problemem była kasza.



Uwierzcie, w maju i czerwcu było gorzej i to znacznie. Tego, co miałam na twarzy nie potrafił ukryć żaden podkład, skóra była chropowata w dotyku, a ja nosiłam tylko rozpuszczone włosy, żeby jakoś zakryć chociaż część twarzy. Bolące gule robiły mi się jedna za drugą na czole, brodzie, ale też na linii szczęki i przy uszach, policzki miałam całe czerwone od krostek i śladów po nich.

W lipcu poszłam do dermatologa i to była chyba najlepsza decyzja. Od tej pory, czyli od prawie już dwóch miesięcy stosuję taką sama pielęgnację i jestem bardzo zadowolona z efektów - a to nie koniec. Od jesieni zaczynam kurację wewnętrzną, której rezultaty i przebieg na pewno opiszę.

W tej chwili moja skóra wygląda tak:



Właściwie jedyne z czym nadal walczę to ślady po krostkach, chociaż teraz zaczęły goić się nieznacznie szybciej. Miewam pojedyncze wypryski, ale znikają w ciągu dwóch-trzech dni i są malutkie. Ale przede wszystkim pozbyłam się kaszy, wielkich gul i ogólnego wysypu.


Tych specyfików używam na co dzień i należą one do grupy kosmetyków dostępnych dla każdego, czyli bez recepty. Ich mini-recenzje na pewno się pojawią w osobnym poście.


To zaś jest mój zestaw specjalny, przepisany przez panią dermatolog.
O preparacie w buteleczce niestety nie wiem wiele. Jest to lek robiony w aptece, niestety z recepty nie byłam w stanie odczytać składu : D
Zawiera sporą ilość alkoholu, przez co stosowany zbyt często może przesuszać, jednak jest idealny na punktowe wypryski. Po dwóch dniach nie ma po nich śladu.


Znacznie więcej mogę powiedzieć o głównym "sprawcy", czyli o Epiduo.
Epiduo zawiera głównie adapalen, nadtlenek beznoilu i glikol propylenowy:

Adapalen - Pochodna kwasu naftalenokarboksylowego o działaniu podobnym do retinoidów. W wyniku wewnątrzkomórkowego łączenia się z receptorami jądrowymi kwasu retinowego zmienia ekspresję genów i syntezę mRNA. Jest silnym modulatorem rogowacenia komórek mieszków włosowych, modyfikuje metabolizm keratynocytów, nasilając ich proliferację, przez co wykazuje działanie keratolityczne. Hamuje procesy zapalne: peroksydację kwasu arachidonowego, odczyn chemotaktyczny i chemokinetyczny limfocytów wielojądrzastych. Zapobiega powstawaniu zaskórników (otwartych i zamkniętych), zmniejsza stan zapalny (grudki i krosty) i hamuje rozwój bakterii (Propionibacterium acnes). W przypadku stosowania miejscowego wchłanianie do krwi jest znikome lub niemierzalne.

Nadtlenek benzoilu - lek jest związkiem utleniającym, który działa miejscowo przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie, przeciwłojotokowo, łagodnie keratolitycznie, wysuszająco, miejscowo znieczulająco i przeciwświądowo, pobudza ziarninowanie i syntezę kolagenu. Stosowany miejscowo, samodzielnie lub jako składnik do preparatów przeciwtrądzikowych. Działa głównie na bakterie Propionibacterium acnes, Staphylococcus epidermidis. Uwalnia wolne rodniki tlenowe zdolne do utleniania białek bakteryjnych, hamując rozwój bakterii. Pod wpływem nadtlenku benzoilu zmniejsza się wydzielanie łoju i wolnych kwasów tłuszczowch. Stosowany na owrzodzenie poprawia zaopatrzenie w tlen. Efekt przeciwbakteryjny pojawia się szybko i utrzymuje się przez ok. 48 h. W badaniu na małpach stwierdzono, że po zastosowaniu miejscowym wchłania się w ok. 45%.

Glikol propylenowy stanowi tutaj podłoże leku. 


Stosuję go na noc cienką warstwą na całą twarz. Czasami robię sobie jedno-dwudniowe przerwy gdy moja skora jest zbyt wysuszona. Wystarczy jednak trochę ją nawilżyć, by móc dalej uzywać tego specyfiku bez przeszkód.
Jest skuteczny. I to bardzo, pierwsze rezultaty widziałam już po tygodniu stosowania. Nie uczula, chociaż na początku trochę podrażniał i cera na policzkach była zaczerwieniona.

Generalnie jestem z efektów kuracji bardzo zadowolona i jak na razie - moja cera dawno nie wyglądała lepiej. Dlatego naprawdę cieszę się, że podjęłam decyzję o wizycie u lekarza.

5 komentarzy:

  1. ja mam strasznie dużo zaskórników,gdyby nie Benzacne(z nadtlenkiem benzoilu),byłaby tragedia....niestety nie działa,gdy nie używam i potrafi nieźle wysuszyć;((pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najczęściej co skuteczne to wysusza/podrażnia :/
      A najlepsza byłaby jakaś kuracja długofalowa, a nie ciągle kremy i strach przed odstawieniem, ale może się jakoś uda ;)
      Dzięki za komentarz :)

      Usuń
  2. O widzisz, moja przyjaciółka miała bardzo podobną historię a i skóra prezentowała się podobnie do Twojej. Ale zamiast pomaszerować do dermatolog wciąż ciągnęło ją do kosmetyczki i wio na oczyszczanie. Chyba jej linka podeślę do tego postu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też długo łaziłam do kosmetyczki jak się pojawiały problemy, ale tym razem się zniechęciłam jak po zabiegu efekty były ledwie na parę dni ;)

      Usuń
  3. Fajnie ze Ci pomogło, ja stosuje epiduo na noc na dzien jakis inny zel i do mycia physiozel i moze na poczatku było faktycznie lepiej to juz po miesiacu nie ma efektów

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...